Solidarność Śląsko-Dąbrowska, a kryzys węglowy

0
31

Intensyfikacja wojny rosyjsko-ukraińskiej, związana z lutową ofensywą rosyjską na Kijów oraz wschodnią i południową część Ukrainy, skutkowały serią sankcji. Najpierw nakładanych przez sojuszników Ukrainy względem Rosji, a następnie przez Rosję na sojuszników Ukrainy. Jednym z ubocznych skutków polityki międzynarodowej okazał się niedobór węgla, a w konsekwencji wzrost cen surowca. Co szczególnie zaskakujące, niedobór węgla dotknął także Polskę, która charakteryzuje się największym wydobyciem węgla energetycznego oraz węgla koksowniczego w Unii Europejskiej.

Dotychczas polski sektor węglowy był owiany wieloma stereotypami, hasłami propagandowymi czy zaciemniającymi rzeczywistość skrótami myślowymi. Trwający kryzys węglowy powiedział „sprawdzam” i pokazał zaskakującą rzeczywistość. Okazało się, że państwowy sektor energetyczny oraz cieplny, skupiony przede wszystkim wokół takich spółek, jak: Polska Grupa Energetyczna, Grupa TAURON, Grupa Enea, czy PKN Orlen (zwłaszcza przez Energę) posiada niezbędne zapasy węgla z polskich kopalni. Często z kopalni będących własnością samych spółek energetycznych. I tak te „kukułcze jaja”, których przez poprzednie lata spółki energetyczne chciały się pozbyć, aktualnie okazują się ich mocnym, choć tymczasowym atutem. Jednocześnie, okazało się, że w Polsce brakuje od 8 do 11 mln ton węgla, który zazwyczaj był kupowany z kierunku wschodniego. Węgla, który dotychczas był wykorzystywany przez lokalne ciepłownie, często należące do samorządu terytorialnego, a także przedsiębiorców z branż energochłonnych (przykładowo z chemicznej oraz z rolnej) i osób fizycznych. Te informacje robią wrażenie w kontekście trwających od 2014 r. rozmów o rosyjskim węglu. Spółki zarządzane przez Ministerstwo Aktywów Państwowych z przyczyn politycznych zrezygnowały z wykorzystywania rosyjskiego, tańszego węgla, dzięki czemu aktualnie mają o wiele lepszą pozycję niż spółki, które tego nie zrobiły.

Jednak lepszą pozycję zyskał ktoś jeszcze. Mowa o NSZZ Solidarność region Śląsko-Dąbrowski. Przewodniczący Dominik Kolorz od wielu lat powtarzał o zagrożeniu, które wiążę się z kupowaniem rosyjskiego węgla. W tym momencie związkowcy mogą powiedzieć: „A nie mówiłem”. Ale strona społeczna nie ogranicza się jedynie do tego. Przewodniczący Kolorz punktuje zarządzanie kryzysowe rządu, zwracając uwagę, że: „skupienie sprzedaży węgla w sieci sprzedaży PGG nie sprawi, że surowca będzie więcej. Z kolei wydobycia w polskich kopalniach nie da się znacząco zwiększyć przed nadchodzącym sezonem grzewczym – węgla opałowego tej zimy zabraknie. Trzeba o tym otwarcie mówić”.

Niewątpliwie największy związek zawodowy grupujący górników pracujących w kopalniach Polskiej Grupy Górniczej, Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Węglokoksu oraz Grupy Tauron w obliczu kryzysu energetycznego ponownie staje się ważnym graczem na krajowej scenie polityczno-gospodarczej. Mający nadejść za pół roku sezon grzewczy, a także rozpoczynające się kampanie wyborcze, niewątpliwie gwarantują, że znowu częściej usłyszymy o postulatach związkowców. Sytuacja jest tym ciekawsza, że nasi zachodni sojusznicy z Unii Europejskiej jednocześnie deklarują szybsze tempo dekarbonizacji (które jak przyznają sami komisarze UE, nie jest możliwe z wykorzystaniem samych środków europejskich oraz rządowych i będzie wymagało zaangażowania środków prywatnych, do czego dopasowywane są kolejne instrumenty finansowe, jak przykładowo EUCF), a przy tym włączają lub zwiększają moc, a tym samym rentowność swoich elektrowni węglowych (przykład Austrii, Niemiec, Niderlandów).